Pamiętasz czasy, kiedy 50 tysięcy złotych wystarczało na nowiutkiego, pachnącego fabryką mieszczucha, którym można było bez wstydu podjechać pod Biedronkę? Zapomnij. Te dni minęły, a dziś za tę kwotę możesz co najwyżej kupić dobrze wyposażony rower elektryczny albo wejść w posiadanie auta, które wymaga od Ciebie heroicznego samozaparcia i sporej dawki optymizmu. Ceny nowych samochodów poszybowały w kosmos, a znalezienie czegokolwiek z zerowym przebiegiem w budżecie poniżej 60 tysięcy graniczy z cudem, chyba że weźmiesz pod uwagę elektromobilność i rządowe dopłaty. Wbrew pozorom, rynek wciąż oferuje kilka opcji dla tych, którzy uparcie szukają czterech kółek z salonu, ale musisz wiedzieć, że to będzie jazda pełna kompromisów. Przygotuj się na małe baterie, skromne osiągi i wyposażenie, które przypomina czasy wczesnego Gierka, ale hej – przynajmniej jest nowe! Sprawdzimy, co faktycznie dostaniesz, jeśli uprzesz się, by wydać te "grosze" na coś, co ma jeździć, a nie stać.
Najważniejsze informacje (TL;DR)
- Dacia Spring: Najtańsza opcja, ale też najwolniejsza na rynku – prawdziwy król kompromisu, który zmusi Cię do medytacji za kierownicą.
- Leapmotor T03: Chiński rywal, który zaskakuje lepszą mocą i obecnością panoramicznego dachu w standardzie, ale ma najmniejszy bagażnik.
- BYD Dolphin Surf: Największy i najszybszy z całej trójki, oferujący wyposażenie z wyższej półki, ale jego cena to już balansowanie na granicy budżetu.
Dacia Spring: Król kompromisu (i plastiku)
Dacia Spring to niekwestionowany król najniższej półki cenowej, który stał się symbolem tego, jak bardzo musisz się poświęcić, żeby kupić nowe auto "za grosze". Jeśli założymy maksymalne dofinansowanie z programu "Mój Elektryk", to faktycznie jesteś w stanie zejść z ceną do okolic 50 tysięcy złotych, ale musisz pamiętać, że to nie jest samochód, to jest raczej wózek golfowy z dachem i tablicami rejestracyjnymi. W zamian za najniższą cenę dostajesz pojazd, który jest zaprojektowany z myślą o jednym celu: być tanim, a to widać i czuć na każdym kroku.
W kwestii osiągów nie ma co tańczyć z radości, bo Dacia Spring to mistrz slow living na drodze, który pokaże Ci, jak cudownie jest żyć bez pośpiechu. Bazowa wersja zaoferuje nam 45 KM, co pozwoli rozpędzić się do 125 km/h, a pierwszą setkę zobaczymy na liczniku po… 19,1 s. Akumulator o pojemności 26,8 kWh też nie pozwoli na zbyt wiele – teoretycznie zasięg w cyklu mieszanym to 305 km, ale lepiej na to nie liczyć. Z drugiej strony – kto planuje daleko jeździć Dacią Spring. To nie jest sprint, to jest spokojny jogging, a w zasadzie marszobieg, a pamiętaj, że te 19,1 sekundy do setki to wynik, który w dzisiejszym ruchu miejskim może być wręcz niebezpieczny, zwłaszcza przy włączaniu się do głównej drogi. Jeśli masz w planach jazdę poza miastem, przygotuj się na to, że wyprzedzanie tirów stanie się dla Ciebie emocjonującym, ale ryzykownym sportem ekstremalnym, który wymaga precyzyjnego planowania. Choć Dacia obiecuje 305 km zasięgu, wszyscy wiemy, że w chłodniejszy dzień i z włączonym ogrzewaniem realnie będziesz się modlić o ładowarkę po przejechaniu 150 km, co i tak jest wystarczające, bo przecież nikt nie będzie jeździł tym daleko.
Jeśli chodzi o wyposażenie, to tutaj Dacia również stawia na minimalizm, co jest kolejnym dowodem na to, że w tej cenie musisz zrezygnować z większości luksusów. W kwestii wyposażenia – też nie ma co tańczyć z radości. Są 14-calowe kołpaki, podstawowe systemy wspomagające jazdę, czujniki parkowania z tyłu, centralny zamek z pilotem, składana (ale nie dzielona) kanapa, radio DAB, Bluetooth, 2 głośniki i dach nad głową. To by było w sumie na tyle. Co do rozmiarów – mamy do czynienia z typowo miejskim samochodem. 3,7 m długości, 2,43 m między osiami i zaskakująco niezłe 308 l bagażnika. 14-calowe kołpaki to już klasyka gatunku, która przypomina o tym, że minimalizm to nowy luksus, a przynajmniej tak sobie wmawiaj. Bagażnik o pojemności 308 litrów w aucie tej wielkości to naprawdę niezły wynik, który pozwala na sensowne zakupy w supermarkecie, a może nawet na weekendowy wypad we dwoje, pod warunkiem, że nie zabierasz ze sobą zbyt wielu rzeczy. Oczywiście, zapomnij o bajerach typu podgrzewane fotele czy zaawansowane systemy multimedialne – tutaj masz radio, Bluetooth i najważniejsze: dach nad głową, co jest przecież najważniejszą funkcją samochodu.
Leapmotor T03: Chińska niespodzianka z panoramicznym dachem

Leapmotor T03 to propozycja, która wchodzi na polski rynek z hukiem, a jej chińskie pochodzenie sprawia, że dostajesz zaskakująco dużo technologii w bardzo małym opakowaniu. Choć cena startowa jest nieco wyższa niż w przypadku Springa, to po doliczeniu dopłat T03 ląduje w tej samej lidze cenowej, oferując jednak znacznie lepsze parametry, które mogą Cię skusić. To auto jest dowodem na to, że Chińczycy nie boją się eksperymentować i oferować zaskakujących elementów wyposażenia, nawet w najtańszych modelach, co jest ciekawą odmianą od europejskiego podejścia "minimum za minimum".
Tutaj wreszcie zaczynamy mówić o sensownych osiągach, które nie zmuszą Cię do planowania włączania się do ruchu z kilkuminutowym wyprzedzeniem. Przede wszystkim oferuje na start sensowną moc, czyli 95 KM, a do tego akumulator o pojemności 37,3 kWh. Sprint – albo maraton – do setki powinien więc zając 12,7 s, natomiast jedno ładowanie w cyklu mieszanym da nam 265 teoretycznych kilometrów zasięgu, czyli… teoretycznie mniej niż Dacia. Mniejszy jest też bagażnik, który pomieści 210 l. 95 koni mechanicznych to już jest coś, co pozwala na w miarę normalne włączenie się do ruchu, a wynik 12,7 sekundy do setki to już akceptowalny standard dla aut miejskich. Ciekawostką jest fakt, że pomimo większej baterii, Leapmotor teoretycznie oferuje mniejszy zasięg niż Spring, co jest dowodem na to, jak bardzo optymistyczne bywają europejskie cykle pomiarowe. Musisz jednak zaakceptować, że bagażnik o pojemności 210 litrów to już jest mocny kompromis, który ograniczy Twoje możliwości transportowe do naprawdę niezbędnych rzeczy, więc zapomnij o dużych zakupach w IKEI.
W kwestii wyposażenia Leapmotor zaskakuje, bo w standardzie dostajesz elementy, których nie spodziewałbyś się w tak tanim samochodzie, co jest jego największą zaletą. W kwestii wyposażenia – do wyboru jest tylko jedna wersja. W standardzie oferuje m.in. centralny zamek, pakiet niezbędnych systemów wspomagających jazdę, tylne czujniki parkowania, kamerę cofania i cały zestaw mało emocjonujących dodatków, uzupełniony o dość zaskakującą obecność sporego… dachu panoramicznego. Poza tym rozmiarowo Leapmotor T03 jest autem jeszcze mniejszym niż Dacia. Długość całości to zaledwie 3,62 m, natomiast między osiami zmieściło się równo 2,4 m. Wyobraź sobie: jedziesz najtańszym autem na rynku, ale nad głową masz panoramiczny dach, co jest totalnym luksusem w tej klasie – to jest właśnie chińska inżynieria w pełnej krasie, która stawia na efektowne, choć może niekoniecznie praktyczne dodatki. Kamera cofania i czujniki parkowania w tak małym aucie to w zasadzie zbędny luksus, ale na pewno ułatwi to życie mniej doświadczonym kierowcom w ciasnych miejskich zaułkach. Warto pamiętać, że mniejsze rozmiary oznaczają lepszą zwrotność, co jest ogromną zaletą w codziennej miejskiej dżungli, gdzie każdy centymetr ma znaczenie.
BYD Dolphin Surf: Największy gracz, który kosztuje najwięcej

BYD Dolphin Surf to propozycja dla tych, którzy chcą mieć pełnoprawny, choć mały, samochód segmentu B, a nie tylko miejskiego toczydła na krótkie dystanse. To auto, choć najdroższe z całej trójki (jego cena ledwo mieści się w naszym budżecie po odliczeniu maksymalnej dopłaty), oferuje już zupełnie inny poziom komfortu, przestrzeni i wyposażenia, które faktycznie jest użyteczne. BYD, jako jeden z największych producentów samochodów elektrycznych na świecie, wnosi do tej półki cenowej doświadczenie i technologie, które widać w każdym detalu, od jakości wykonania po osiągi.
Ten model jest już samochodem z prawdziwego zdarzenia, co widać po jego gabarytach, które są znacznie większe niż u konkurentów. Długość? 3,99 m. Rozstaw osi? 2,5 m. Do tego setkę zobaczymy na liczniku po 11,1 s, nawet pomimo tego, że napęd elektryczny ma moc trochę poniżej 90 KM. Bagażnik? 308 l, czyli tyle, co Spring, natomiast niestety akumulator (30 kWh) pozwoli na przejechanie zaledwie 220 teoretycznych kilometrów. Na dojazdy do pracy czy sklepu i tak powinno wystarczyć. 11,1 sekundy do setki to już jest wynik, który pozwala Ci czuć się bezpiecznie na drodze i nie spowalniać zbytnio ruchu, co w porównaniu do Springa jest ogromnym skokiem jakościowym. Choć moc jest niższa niż w Leapmotorze, lepsza aerodynamika i masa sprawiają, że Dolphin jest najszybszy z całej trójki, co jest naprawdę miłą niespodzianką. Mimo, że akumulator 30 kWh wydaje się mały, to w kontekście codziennej jazdy po mieście i przy założeniu, że ładujesz auto w domu lub w pracy, ten zasięg 220 km jest w zupełności wystarczający dla większości Polaków.
Oprócz lepszych osiągów, BYD Dolphin Surf oferuje też zaskakująco bogate wyposażenie standardowe, które sprawia, że wnętrze jest znacznie przyjemniejsze w użytkowaniu. W kwestii wyposażenia – przeważnie możemy liczyć na standard, choć są tutaj całkiem przyjemne niespodzianki. Nawet najtańsza wersja ma adaptacyjny tempomat (choć pytanie po co), CarPlaya i Android Auto, "cyfrowy kluczyk", nawigację(?), tapicerkę ze skóry wegańskiej, 15-calowe felgi (stalowe) i 4-głośnikowy system audio. Brzmi aż szokująco dobrze. Adaptacyjny tempomat w aucie, które ledwo jedzie, to jest taki typowy chiński bajer, który ma dobrze wyglądać w broszurze, ale obecność CarPlaya i Android Auto to jednak ogromny plus, który sprawia, że auto jest używalne w nowoczesnym świecie, w przeciwieństwie do archaicznych systemów konkurentów. Tapicerka ze skóry wegańskiej brzmi dumnie, ale przede wszystkim jest to miły akcent, który podnosi poczucie jakości w kabinie, co jest rzadkością w tej półce cenowej.
Co wybrać?
Wybór zależy tak naprawdę od tego, jak bardzo jesteś skłonny do kompromisów i jak realistycznie podchodzisz do swoich potrzeb transportowych, bo każde z tych aut ma swoje bardzo specyficzne wady i zalety. Jeśli Twoim priorytetem jest wyłącznie najniższa możliwa cena wejścia i auto ma służyć tylko do dojazdów do pracy w promieniu 10 km, Dacia Spring jest bezkonkurencyjna, ale musisz zaakceptować jej ślimacze tempo i spartańskie wyposażenie. To jest auto, które kupujesz głową, a nie sercem, i które ma Cię po prostu przenieść z punktu A do punktu B, bez żadnych dodatkowych emocji.
Jeśli możesz naciągnąć budżet o te kilka tysięcy i zależy Ci na poczuciu normalności na drodze, BYD Dolphin Surf oferuje o wiele więcej samochodu w samochodzie, lepsze osiągi i wyposażenie, które faktycznie jest przydatne w codziennej eksploatacji. Warto też rozważyć Leapmotor T03, który jest gdzieś pośrodku – lepszy niż Dacia, ale mniejszy i z mniejszym bagażnikiem niż BYD, kusząc za to tym dziwnym, panoramicznym dachem, który może być miłym urozmaiceniem w miejskiej podróży. Pamiętaj, że wszystkie te samochody wymagają regularnego ładowania, więc musisz mieć dostęp do własnego gniazdka albo stacji w pracy, bo w przeciwnym razie szybko pożałujesz swojej decyzji.
Jeśli jednak po analizie tych wszystkich kompromisów, małych baterii i 19-sekundowych sprintów do setki czujesz, że cała ta zabawa w "nowe auto za grosze" jest po prostu zbyt męcząca i nie chcesz rezygnować z podstawowego komfortu jazdy, zawsze zostaje Ci alternatywa. Nie wiem, spacer? Przynajmniej może zdrowo będzie.

